Archiwa

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Wkurwiająca myszko obecnością swoją!
Pełno Cię, twoich bobków wszędzie.
Wkurw mój niechaj ci echem przędzie.
Cztery myszołapki kupiłem w rozpędzie.
Obiecałem koniec i taki będzie.
Sera nie żałowałem, wbiłaś ząbki swe,
Pałąk na sprężynie przetrącił Cię.
Spuściłem cię godnie czystą wodą
W kiblu do szamba – tam mysie dusze stoją…
Żałość mam wielką bo lubiłem twoje oczka
W lesie, na polu ale nie w moich opłotkach.
Teraz znowu muszę iść i nastawić
Bo trzask sprężyny – co tu dużo mówić -
Bardzo ci odchudził kibić…

Świat się nie zmienił, nie jest rozmyty to tylko ja potrzebuję okulisty. Mamy śmigus dyngus więc i ja poleję wszystko i wszystkich na wróżbę dobrą. Leję, jeszcze leję (w tym wieku problemy z prostatą więc…), jeszcze leję.
Kropelkuję już ale jeszcze leję. Taką wiosnę mamy, że odlałem prawie całą literkę swojego imienia na śniegu. I jeszcze leję… Kuźwa, już założyłem spodnie ale niech tam. Przy takich ilościach wyschnie zanim dotrze do butów…

Z dobrych wieści to mam trzy złote w kieszeni. Ze złych to chyba mniej niż trzy lata do długich rozmyślań.

Nawet nie wiem kto to czyta i to wzbudza moje obawy. Obawiam się, że czytać to może Rumburak, Rumcajs i Makowa Panienka. Co gorsza Motyl Emanuel i wodnik Szuwarek. Na szczęście po latach edukacji w polskich szkołach nie umieją czytać Bolek i Lolek. Tylko Tola na tajnych kompletach skończyła zerówkę. Na Naszej Klasie Tola ma jako znajomych wszystkich naszych ministrów – czyżby razem skończyli zerówkę?

Masakra. Nie wiem o chodzi a skoro nie wiem to pewnie chodzi o pieniądze. Pieniądze to teraz modna nazwa wszystkiego a w przypadku bloga to pewnie odmiana słowa popularność.
Pole do wprowadzania tekstu zmniejszone jest do rozmiaru trzech linijek bo przecież kto w dzisiejszych czasach rozpisuje się powyżej trzech prostych zdań? Uwagi techniczne ale ogarniam się z nowością i zaczynam żyć nowym… Mile widziane cenne uwagi w temacie centrowania dwudziestoośmiocalowych kół rowerowych tudzież zaplatania takich. Myślę, że jeśli obręczom mającym tyle lat co ja dam nowe życie to jakbym sam się dopiero urodził.

Zmigrowali nas. Do nowego bloga. Przy okazji spojrzałem na swój pierwszy wpis sprzed ponad ośmiu lat i fakt; chciałbym mieć te same trzy złote w kieszeni, uśmiech na twarzy i słońce prosto w oczy. Zamiast tego mam resztę ze stówy, przebłysk słońca i kota, który poszedł sobie na KM (wersja dla pełnoletnich: kurwa mać).
Moja Dawno Niewspominana Szefowa mawiała „sentymentów do garnka nie włożysz” co też popieram obiema nogami i merdającym ogonkiem.

Jadąc niedawno przez las swoim nowym-jeszcze starszym-rowerem zoczyłem coś białego opodal ścieżki. Było tak białe, że torpedo zablokowało tylne koło. Balon na ogrzane powietrze. Chiński balon z papieru z krzyżakiem i wmontowaną gąbeczką na naftę. Ciekawe ile przeleciał zanim spadł do lasu na Mazowszu. Chińczycy tak już opanowali sztukę baloniarstwa, że sprzedają wyroby w Warszawie a potem je zbierają po lasach okolicznych i reklamują się jakoby to z Pekinu leciało stratosferą. Podobnie z resztą twierdził prezes szczecińskiego koła Hodowców Gołębi Pocztowych, do którego zadzwoniłem bo w tym samym lesie znalazłem obrączkę gołębianą z dedykacją. Żyjemy w końcu w globalnej wiosce. Może jutro znajdę pada od Nintendo, którym znerwicowany Lapończyk pierdolnął w chmury. Świat jest mały…

Czas coś skrobnąć bo rok upłynie bez jednego wpisu a do tej pory zachowywałem pewną regularność i przynajmniej co rok to jeden prorok.

Gdybym nie potrafił tego umiejscowić w kalendarzu to umiejscowię to między kopaniem z Hellenami a kopaniem z Rusami – znawcy tematu pewnie będą wiedzieli. Słonica już wie i pewnie ma rację robiąc nas w trąbę. Czas na pisanie przychodzi zazwyczaj wtedy kiedy nie ma do kogo gęby otworzyć, kot jak co wieczór poszedł na obchód włości a pies za oknem słyszy już tylko swój szczek i brzęk łańcucha. W takich razach sięgamy po pergamin, pióro Feniksa i piszemy póki w palcach nie spłonie.
Ciekawe czy dla ludzi istniejemy tylko wtedy kiedy mam konto na fejsie, skajpie, giegie, wysyłamy kartki pocztowe mailem bo na pisanie na papierze i stanie w kolejce po znaczki czasu szkoda naprawdę. Gdybyż to jeszcze wieczne było to powinny się dobrze sprzedawać samologujące się automaty do odnotowywania naszej obecności w globalnej wiosce a my pójdźmy do lasu żyć wolniej i treściwiej. Kiedy zapragniemy sprawdzić jaki postęp zrobił świat przez dekadę lub dwie to wrócimy, wyciągniemy pogniecioną karteczkę z loginami i hasłami i sprawdzimy czy dalej nas ktoś pamięta. Już nie. Przez dziesięć lat nieobecności tylko konto pozotało, w księdze gości mole wyżarły wszystkie kartki a popularność na fejsie spadła nam do minus trzy koma dwa miliarda w zaokrągleniu – tak, tak – w tym czasie wprowadzono punkty ujemne i tylko posiadanie względnego zera zapewnia dostęp do np. sklepów internetowych. Ujemne punkty skazują obywatela cywilizacji świata na życie poza marginesem czyli w środowisku naturalnym zwierząt ponieważ istoty aspołeczne w sieci są poza nią. W cywilizacji nawet batonika się nie kupi z ujemnym kontem więc trzeba znowu iść na jagody. Smacznego.

Tadaaam. I oto w tak epokowej chwili prawie zapiszę myśl doniosłą w nowym roku. Mając taką prezydenturę i przejmując prezydenturę tej zUnifikowanej Europy – z naszym doświadczeniem przekażemy kadencje następcom rozjednoczonej Europy. Najmocniejszymi walutami wymiennymi wewnątrz rozjednoczonej Europy będą: holenderskie zioło, szwedzka stal, pamięć po Guttenbergu, polski burak który się kręci wokół amerykańskiego ziemniaka i Kopernik nie dał rady, czeskie piwo i szynka wędzona w kominie, która wszędzie jednako dobrze smakuje – od Pireneji przez Apeniny do zatoki botnickiej. Z całej zjednoczonej Europy zostanie nam zjednoczony smak kartofli, które nam Kolumb przywiózł do jednoczenia niespełna pięć wieków temu. I „potatoo juce destiled in Podlasie district” na pohybel akcyzie i jakoś mało promowany jako produkt narodowy chociaż każdy chciałby łapę położyć na 1000-procentowym przychodzie z każdego włożonego weń Ojro. A AAA? Na to wystarczy dziesięć procent łapówek danych za możliwość drukowania etykiet albo łapówka z ważnego ministerstwa bo się lasów nie rżnie, drewno oszczędza, etykiet nie drukuje tylko tryska na butelki co chcielibyśmy zobaczyć; marka (na tą się pracuje), moc (tą trudno podrobić), ilość godzin kaca (sprawdzone na niezależnej grupie ochotników wśród, których też byłem… też piłem, po brodzie kapało, zarostu nie wybielało). Alleluja. Tydzień temu znalazłszy w nocy kwiat paproci życzenie spełnić chciałem – oby tak dobrze nam wszystkim było by się więcej nic nie liczyło…

- Jak się prokurator dowie to się będziesz tłumaczył pomrocznością a nie nocą świętojańską jełopie – echem w nocy zagrało, szelestem kiecki pchnęła woń wanilli w moją stronę a promień światła księżycowego błyszczącego coś we mchu oświetlił. Podniosłem. Olga W., ur. 24.06.1997 r…. uczeń/-nnica Z… S… 

Na dole stoi siekiera – taka do łupania a nie jestem drwalem. U drzwi sypialni leży skandynawski toporek co nie oznacza, że jestem wikingowskim poławiaczem pereł. Na biurku stoi laptop chociaż nie jestem informatykiem. O kolumnę głośnikową (chociaż nie jestem melomanem) stoi oparty flet prosty i leży na niej harmonijka ustna a muzykiem też nie jestem. Na biurku takoż stoi kamerka internetowa a nie prowadzę Wirtualnej Agencji Pokazywania Cycków i Fiutków. W szafce kuchennej stoją gary i patelnie a nie jestem kucharzem. W kiblu stoi sracz – no to może na coś wskazywać. Na łóżku są dwa czarne koty ale nie mam kryształowej kuli. Opodal leży telefon, papierosy, zapałki. To kimże ja jestem ze wskazaniem na te wszystkie okoliczności miejsca bytowania?

Pani Kioskarka dzisiaj powiedziała, że ma idealne warunki do pracy; w lato ukrop a w zimie ziąb. Zastanawiam się czy nie miała racji o tej idealności bo człowiek jednak nie powinien popadać w skrajności. Kiedy jest upał to jest i w klimatyzacji by się wykończył i na odwrót – kiedy zima to po co rozbierać się do podkoszulka i potem znowu ubierać do minus dwudziestu. W sumie miała rację chyba… Ja nie mam idealnych warunków do pracy bo w zimie przegrzewam się w biurze a latem wychładzam conieco. Muszę być elastyczny z ubiorem a pewnie wolałbym warunki kioskarki, która raz ogaciwszy się na zimowy dzień nie musi nic z siebie zdejmować. Pracowałem już tak i do diaska – ma kobieta rację.
A na ręku kwitnie reklama Met-Spos – firmy produkującej żeliwne piecyki – tzw. kozy. Tak to jest kiedy człowiek organoleptycznie bada gorącość piecyka. Idealnie odwzorowany kształt narożnika – przynajmniej wzrorzec promienia tego łuku został zatopiony w ludzkiej skórze. Nawet jak im formy ukradną na to żeliwo to jest wzór – masz piec to nie przechodź blisko w stanie testowania przenoszenia gorących smoków przedramionami. Klasztor Shaolin oferował takie atrakcje za darmo. W zaciszu domowym nie wypalisz smoków ale wyjdziesz na debila i piwożłopa. Lepiej wypal sobie siatkówkę oka laserem. Pozbawiony wzroku będziesz bardziej uczulony na ciepło – niektóre zmysły odczuwają poprawę po utracie jednego z nich. Oszczędzisz sobie i bliskim swądu palonej skóry, który nie jest kadzidłem „zacieśniania znajomości”.
Następny wpis pewnie znowu o duchu bo Dzień Zniczy zbliża się w piorunującym tempie…

- Cieszy się pan, że mieszka w spokojnej okolicy?!
- Nic nie słyszę bo piła chodzi…
- Niedziela jest do kurwy nędzy! Trochę ciszy!
- Aaaa… Piła chodzi to nie słyszałem. Dorżnę tylko te dwa drzewka i wyłączam…